środa, 30 maja 2012

010 That Should Be Me



*** Harry ***


   Minął tydzień. Nic się nie zmieniło. Ona nadal leży nieprzytomna. A ja nadal siedzę przy tym pieprzonym łóżku szpitalnym. Lekarze mówią, że nie jest tragicznie, że jest szansa, że się obudzi. Ale sam nie wiem. Już nie wierzę w zapewnienia lekarzy, odkąd tydzień temu powiedzieli, że zaraz się obudzi. Już nie mam na nic siły. Siedzę 24 na dobę w jej pokoju szpitalnym. Nie jem za dużo, po prostu nie jestem głodny. Codziennie przy jej łóżku mam wrażenie, że zmieniają się warty. Od 8 rano do 11 są Liam z Danielle, od 11 do 14 są Louis i Eleanor, od 14 do 17 Niall z Dominiką, od 17 do 20 Zayn i Vic, od 20 do 22 jest Asia z Ed'em, a w międzyczasie ciągle jestem ja. Nawet raczył pojawić się Justin. Przychodzi prawie codziennie, ale tylko na kilka minut. Chyba tylko chce ją zobaczyć. Ale ja i tak nie zmienię zdania, że jest idiotą i dupkiem. 

   Siedzę tu kolejny tydzień. Zaczynam tracić wiarę we wszystko. Ona już się chyba nie obudzi. 

   Piętnastego dnia jej śpiączki, o godzinie 6 rano, jak zwykle siedziałem przy jej szpitalnym łóżku. Byłem tak zmęczony, że nawet nie zauważyłem, że zasnąłem przy łóżku oparty o jej nogi. Nagle poczułem, że ktoś dotyka moich loków. Szybko otworzyłem oczy i spojrzałem w stronę Pauli. Patrzyła na mnie z czułym uśmiechem. Myślałem, że mam zwidy. Zerwałem się z miejsca i patrzyłem na dziewczynę. Uśmiechnąłem się bardzo szeroko. Pocałowałem Paulę w czoło, i pobiegłem po lekarza, krzycząc przy okazji na cały szpital 'Obudziła się!!!'. Gdy lekarz mnie zobaczył, uśmiechnął się przyjaźnie ze wzrokiem mówiącym 'a nie mówiłem?' i poszedł ze mną do Pauli.

- Ogólne badania w porządku, brak większych zastrzeżeń. Myślę, że już wieczorem będziesz mogła wyjść. - powiedział lekarz, ja natomiast skakałem w myślach z radości. Paula uśmiechnęła się tylko blado.
- Którego dzisiaj mamy? - spytała.
- 25 sierpnia. - odpowiedziałem szybko. Dziewczyna tylko spuściła wzrok udając, że szpitalna kołdra jest bardzo interesująca.
- Czyli moje epickie wakacje skończyły się szybciej niż myślałam... - powiedziała cicho, a ja usiadłem przy jej łóżku.
- O czym mówisz?
- Jutro mam samolot. Jednak wracam do Polski. Nic mnie tu nie trzyma, a tam przynajmniej skończę szkołę. A jak będę miała czas, przeprowadzę się na kilka miesięcy do Hiszpanii. Może Barcelona.. Bardzo fajne miasto. Ale podobno plaże słabe.. - wiedziałem, że mówiła o tej plaży tylko dlatego, żeby zmienić temat. Ale nie dałem się.
- Jak to wracasz do Polski?! I że niby nic cię tu nie trzyma?! Błagam, nawet tak nie mów! Przecież są tu osoby, które cię potrzebują i kochają nad życie! Dominika, Victoria, Dan i Elka, Liam na pewno też. A przede wszystkim ja.. - powiedziałem trochę ciszej. Dziewczyna przyglądała mi się. Widziałem, jak jej oczy powoli opływają łzy. To były łzy bezsilności.
- Harry.. Nawet jeśli byście błagali, nie zostanę. To nie dla mnie. Po prostu wrócę do tego mojego małego rodzinnego Lublina, nawet z dala od Warszawskiego tłumu.
- Ale proszę cię, zostań! Przecież wiesz, że nie damy sobie tu bez ciebie rady!
- Harry, proszę cię.. Nawet mnie już nie proś. A poza tym, gdzie jest Justin?
   Wtedy coś ukłuło mnie w środku. On nadal się dla niej bardzo liczył, a ja głupi myślałem, że będzie ze mną..
- Nie wiem. - powiedziałem zgodnie z prawdą. - Pewnie siedzi z tą swoją Seleną.
- A był chociaż tutaj? To znaczy wiesz.. Jak byłam nieprzytomna. - spytała.
- Nie. - skłamałem. - Nie chciał.
    Jej oczy znów zaszkliły się od łez. Tym razem z mojego powodu..
- Czyli taki z niego przyjaciel... Nie ważne. Panie doktorze - tu zwróciła się do mężczyzny w białym kitlu stojącego koło mnie. - mogę wyjść za godzinę? To bardzo ważne, muszę spakować się na jutrzejszy lot, pożegnać się z przyjaciółmi, i rozwiązać kontrakt. Naprawdę, mam bardzo dużo zajęć. Byłoby mi na rękę wyjść wcześniej.
- Właściwie.. Wszystkie badania w normie.. No dobrze. Możesz już wychodzić. Ale pamiętaj, gdyby coś się działo, jak najszybciej jedź do najbliższego lekarza.
- Dobrze, bardzo panu dziękuję. - powiedziała Paula wstając z łóżka. Miała na sobie za dużą, białą koszulkę i jakieś dresy. Szybkim ruchem podałem jej torbę z ubraniami. Wzięła ją ode mnie z lekkim uśmiechem. Poszła do szpitalnej łazienki umyć się i przebrać, a ja zacząłem rozmawiać z lekarzem.

- Proszę pana, i jak z nią?
- Wszystko jest w porządku. Tylko nie wiem, czy jutrzejszy lot samolotem jest dobrym pomysłem. Na pewno trzeba jej nie denerwować. - uśmiechnął się lekarz. - Byłoby dobrze, gdyby ktoś się nią zajął przez kilka dni. Nie wiemy, czy się nie pogorszy.
- Ja mogę, tylko nie wiem, czy Paula będzie chciała. Jest bardzo uparta. - zaśmiałem się. Wtedy Paula weszła do pokoju. Była ubrana w TO . Wziąłem od niej torbę z ubraniami. Znów się uśmiechnęła, tylko mniej nieśmiało. Poprawiła na łóżku kołdrę, wzięła z szafki butelkę wody i telefon, i wyszliśmy. Podziękowaliśmy wszystkim lekarzom, a potem siedzieliśmy w samochodzie.

     Jechaliśmy w ciszy. Ja prowadziłem, ponieważ nie pozwoliłem Pauli, a ona teraz naburmuszona siedziała i  patrzyła w przestrzeń przed nami.
- To, na jaki adres? - spytałem, bo nie wiedziałem, czy jechać do jej mieszkania, czy do Asi.
- No, do Ed'a i Aśki. Muszę wziąć resztę rzeczy. - powiedziała. Wiedziała, że ta wiadomość działa na mnie jak wbicie tysiąca noży w plecy.
- Aha.
Tylko tyle udało mi się wydukać.

Dojechaliśmy pod dom, ale Paula jeszcze nie wychodziła.
- Dziękuję. Za to, że byłeś przy mnie. Do końca życia będę ci wdzięczna. - uśmiechnęła się nieśmiało. Odpowiedziałem uśmiechem. - Dobra, ja szybko lecę po rzeczy. Pobawisz się w mojego osobistego szofera? Chyba że masz inne plany.. - nie dokończyła, bo szybko jej przerwałem.
- Jasne, nie ma sprawy.
- Okej, to poczekasz na mnie, czy idziesz ze mną? - uśmiechnęła się zachęcająco.
- Pójdę z tobą.
Wyszliśmy z samochodu, a ja lekko objąłem ją ramieniem. Spojrzała na mnie zdziwiona, ale nie zareagowała. Wyjąłem jej torbę z bagażnika, i ruszyliśmy w stronę domu.
    Od progu przywitały nas uradowane dziewczyny, a Ed cieszył się sprzed telewizora. xd. Gadaliśmy, wypiliśmy jakąś kawę, a w międzyczasie Paula pakowała się na górze. Dziewczyny zdecydowały, że jednak zostają. Nie chciały opuszczać chłopaków. Rozumiałem je bardzo dobrze. Też nie chcę puścić Pauli do domu.
    Dziewczyna po 15 minutach zeszła na dół. Pomogłem jej zabrać pudła, walizki i inne pierdoły, które musi zabrać. Pożegnaliśmy się z dziewczynami, ale jeszcze wieczorem mieliśmy się spotkać. Wsadziłem jej bagaże do bagażnika, po czym wsiedliśmy do samochodu. Po drodze mieliśmy podrzucić Victorię, bo umówiła się z Zayn'em w MSC. Po drodze dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się z różnych głupich rzeczy. Wysadziliśmy Vic przecznicę od MSC, bo powiedziała, że chce się przejść. Pożegnaliśmy się umawiając wszyscy razem na wieczór u  Pauli.


*** Victoria ***


    Wyszłam z samochodu i powolnym krokiem kierowałam się w stronę Milk Shake City. Była 15:45, a z Malikiem byłam umówiona na 16, a była zbyt ładna pogoda jak na Londyn, żeby nie korzystać.
    Byłam już prawie pod lokalem, kiedy stwierdziłam, że podejdę do kiosku i kupię doładowanie do telefonu, żeby mieć jak się kontaktować z Paulą. Ustawiłam się w kolejce, która była niemała, gdy zauważyłam, że zza rogu wychodzi mój chłopak. Już chciałam do niego podejść, gdy zobaczyłam, że trzyma za rękę jakąś blondynkę.
- To chyba jakiś żart... - pomyślałam.
Zayn przytulił do siebie ową blondynkę, czule pocałował i pożegnał. Ja patrzyłam na tą scenkę schowana za grubym mężczyzną stojącym przede mną. Chłopak wszedł do MSC, a ja miałam łzy w oczach. Zaczęłam wszystko analizować.
   Jeśli ja nie jestem jedyna, a jest jeszcze ta blondynka.. Czy jest jeszcze więcej dziewczyn? Jeśli tak, to ile? A poza tym, od kiedy? Jak? Po co? Tysiące pytań w jednej chwili otoczyły moją głowę. Nie potrafiłam tego rozsądnie wytłumaczyć. Nie zauważyłam nawet kiedy nadeszła moja kolej. Jacyś ludzie zaczęli wrzeszczeć, więc kupiłam co chciałam, i wolnym krokiem weszłam do Milk Shake City.

    Zayn siedział już przy oknie i pisał z kimś SMS-y. Gdy mnie zobaczył, odłożył telefon na stolik i podszedł do mnie. Objął mnie, i chciał pocałować, ale zrobiłam wszystko, żeby pocałował mnie tylko w policzek. Widział, że chyba coś się dzieje, dlatego zapytał.
- Ej, co jest?
- Nic, nic.. Mam gorszy dzień, wiesz, dowiedziałam się, że ktoś przez parę miesięcy mnie okłamywał.. - powiedziałam znacząco. On nie zareagował.
- To poczekaj, kupię ci shake'a. - uśmiechnął się, i odszedł w stronę lady. Zauważyłam, że na stoliku leży jego telefon. Rozejrzałam się, czy nikt na mnie nie spogląda, i wzięłam jego komórkę do ręki. Od razu wzięłam folder z SMSami. Duża liczba wiadomości tekstowych nie zniechęciła mnie. Wzięłam w pierwszą wiadomość i przewijałam po kolei. Madison? Rachel? Lily? Kate? Gloria? Było naprawdę dużo imion. Większość SMSów było o treści 'Co tam kotku?' itp. Miałam łzy w oczach. Szybko zablokowałam telefon i odłożyłam w tym samym miejscu. Zza rogu wyszedł uśmiechnięty Zayn. Szybko starłam łzy nadgarstkiem próbując zachować się jak gdyby nigdy nic. Podał mi shake'a, a ja wymusiłam uśmiech.
- Coś się stało?
- Nie, dlaczego? Hmm, słuchaj, mam pomysł. Dzisiaj idziemy do Pauli na pożegnanie. Co ty na to? Będzie fajnie. - uśmiechnęłam się zachęcająco.
- Wiesz.. Dzisiaj nie mam czasu za bardzo.
- O jej, dlaczego? - starałam się być słodka. Nie wiem, czy wyszło, ale starania chyba pomogły.
- Widzisz, umówiłem się ze znajomym.
- A jak ma na imię ten znajomy jeśli mogę wiedzieć?
- Yy.. Greg. A co?
- Nic, myślałam, że może nazywa się Madison, albo Lily? To może Kate? Chyba, że one i ja ci się już znudziły i masz nowe? - miałam łzy w oczach. Widać, że nie wie jak zareagować.
- Vic, ja..
- Oj, zamknij się już. Mam dosyć Ciebie, twoich znajomych i tego pieprzonego miasta! Ja chciałąm tu dla ciebie zostać, rozumiesz? A ty.. Szkoda słów. Serio. A teraz nawet nie próbuj mnie zatrzymywać. - dodałam widząc, że chłopak wstaje z krzesła. - I wiesz co? Uwielbiam komedie. Nauczyłam się, że jak wyleję zimnego shake'a na głowę chłopaka, który mnie zdradził, on da sobie spokój. - jak powiedziałam, tak zrobiłam. Przy okazji zwracając uwagę wszystkich w pomieszczeniu. - Sajonara. - rzuciłam odchodząc.



Hej, nie było mnie bardzo długo ;* postaram się dodać następny rozdział jakoś w weekend. W tym tygodniu miałam masę sprawdzianów i egzaminów, więc zastanawiam się nad zawieszeniem bloga. A jak nie zawieszę, rozdziały i tak będą o wiele krótsze.
Pisałam ten rozdział prawie miesiąc. Piszcie swoje szczere opinie w komentarzach ;*


5 komentarzy = Następny Rozdział : )

1 komentarz: